Wojciech Gerson. Gdańsk w XVII wieku. 1865. Olej na płótnie. 103,5 x 147 cm. Muzeum Narodowe, Poznań.


Niektórzy mają skłonność do nadinterpretacji. Nieistniejących szukając podtekstów, podejrzliwie snują nowe wątki. A innym znów razem redukują przekaz, sprowadzając go do biograficznej notki. Tu jednak pomiędzy wierszami trzeba umieć czytać...
Ze zrozumieniem.

wtorek, 12 grudnia 2017

Post gościnny

Dawno już nie publikowałam tak zwanych gościnnych postów. To chyba głównie dlatego, że ja ostatnimi czasy nawet własnych postów nie publikowałam wiele. Niecny ten proceder winien rychło zostać ukrócony, a to za sprawą mojego ukochanego nowego lapka: HP Pavilion 15-cc502nw. Teraz już nie ma zmiłuj i trzeba będzie pisać częściej. Ale do brzegu.
Dzisiejszy tekst powierzyła mi osoba, która - zdając sobie sprawę, jakim wielkim zaufaniem darzę grono swych czytaczy - rzutem na taśmę postanowiła zdać się na łaskę i niełaskę ich osądu.
Szczerze powiedziawszy, również i ja sama ciekawa jestem Waszych opinii. Reprezentujecie tutaj pełne spektrum światopoglądowe, zatem wszystko, co tylko Wam w trakcie czytania przyjdzie na myśl, będzie miało wartość bezcenną. Stanowić wszak będzie wypadkową najrozmaitszych punktów widzenia. Całość tekstu prezentuję w oryginale. Uprzedzam, że (jak na blogowe standardy) jest dosyć obszerny.


---


Ona i On, czyli
Pamiętniki (****) i (********)



Inspiracją dla tej formy wypowiedzi stały się
Pamiętniki Adama i Ewy Marka Twaina, w których
konkretne sytuacje nakreślono z dwóch diametralnie 
różnych punktów widzenia – Jego i Jej.
Inspiracją zaś samego tekstu
była nasza historia.





Mojej Niespełnionej Miłości…





Ona:
Wreszcie poznam Go oficjalnie. Tego przystojnego mężczyznę, który współpracuje z moim mężem.

On:
To zdecydowanie najładniejsza dziewczyna w całym chórze. Trudno od Niej oderwać wzrok, ale – z drugiej strony – cóż złego jest w patrzeniu…

Ona:
Spotkaliśmy się we czwórkę – ja, mój mąż, On i ich koleżanka. Słyszałam, że są parą, tylko się kryją, ale ja widzę coś zupełnie innego. Owszem – ona jest nim zainteresowana, ale On po prostu czuje się przy niej bezpiecznie. Nie pociąga go fizycznie, mogą więc po koleżeńsku chodzić sobie do kina czy na pizzę – bez obaw, że znowu wkręci się w jakiś bezsensowny romans. Ślepy, czy co…

On:
Odwożąc mnie do domu powiedziała coś, co dało mi do myślenia: między nią, a jej mężem, wcale nie jest tak dobrze, jak to wygląda na zewnątrz…

Ona:
Przyjdzie na kawę do mojej teściowej. Jestem taka podekscytowana! Sama nie wiem, dlaczego.

On:
Spędziłem bardzo miły wieczór. Pojechaliśmy grupką do Parku Oliwskiego, obejrzeć iluminacje świetlne. A teraz Ona pisze, że  czuje się jak żywcem zamurowana. I że kobieta, którą wybiorę, będzie miała ogromne szczęście. Muszę się koniecznie dowiedzieć, o co tu chodzi.

Ona:
Dziś wieczorem się spotykamy. Nie wiem, co będzie dalej. Opowiem Mu o swoim pseudo-małżeństwie i pewnie na tym skończy się nasza znajomość.

On:
Ona jest fascynująca! Jak można nie pielęgnować związku z taką kobietą?! Przecież to marzenie każdego mężczyzny. Jest piękna i taka wrażliwa. Tyle mówi, ale uwielbiam Jej słuchać.
Chcę dotknąć jej włosów. Właśnie tak... Nie odsunęła głowy...
Chcę Ją pocałować. Nie powinienem, ale...

Ona:
Kiedy dotknął moich włosów poczułam, że się rozpływam. A kiedy zatrzymałam się na parkingu, pocałował mnie. Byłam w szoku. Nie spodziewałam się, że to stanie się tak szybko, a już na pewno nie sądziłam, że pocałuje mnie tak głęboko i bez krztyny nieśmiałości. Co to oznacza? Nie wiem, ale chcę się z Nim spotykać.

On:
Dzisiejszego wieczoru grała koncert z orkiestrą. Na piętnaście minut przed rozpoczęciem zadzwoniła z pytaniem, gdzie jestem. Pisała mi wcześniej o tym wydarzeniu, ale jakoś nie wpadłem na to, że chce, bym tam był. Zrobiło jej się bardzo przykro. Wracałem już do domu, ale w jednej chwili wyskoczyłem z autobusu i ruszyłem w przeciwnym kierunku. Zdążyłem na II część koncertu.

Ona:
Byłam pewna, że przyjdzie na mój koncert, okazało się jednak, że nie ma tego w planach. Lecz kiedy wyczuł żal w moim głosie, rzucił wszystko i w następnej chwili zdecydował, że przybędzie. Rozłączyłam się pospiesznie i wkroczyłam na scenę. Gdy pod koniec pierwszej części zobaczyłam tę jego piękną twarz, oniemiałam ze szczęścia.

On:
Wysyła mi miłosne wiersze Staffa. Niezwykłe! To mnie wciąga coraz bardziej. Dziś wieczorem podpisała się nie tylko imieniem. Dodała zaimek  Twoja… To się robi coraz bardziej niebezpieczne, choć jednocześnie jest takie uwodzicielskie i podniecające.

Ona:
Gdy w twoich ustach z nieukojem
Szukam twojego serca woni,
Chciałbym cię zgnieść w objęciu mojem,
Zawrzeć jak ptaka w mojej dłoni.
I ściskam twe najsłodsze ciało
Śniąc, bym, pijany szczęścia trunkiem,
Mógł pokryć ciebie całą, całą,
Jednym jedynym pocałunkiem.
(L. Staff)

On:
Ten Staff wiedział, o czym pisze…

Ona:
Środek zimy, a my chodzimy na długie spacery. Czasem wstępujemy gdzieś na gorącą herbatę. Rozmawiamy na różne tematy – poważne i błahe, jak choćby gdzie można kupić najlepszy marcepan i czemu akurat ten jest najlepszy. Bywa, że po prostu delektujemy się chwilą. Przy Nim nawet cisza nie jest krępująca.

On:
Kiedy się spotykamy, rzuca mi się na szyję i całuje mnie na powitanie. Zupełnie nie przejmuje się innymi ludźmi wokół. Ja jednak czuję się trochę nieswojo. Obawiam się, że zobaczy nas ktoś znajomy. Z drugiej strony lubię, gdy się we mnie wtula i gdy wplata swoją dłoń w moją, grzejąc ją w kieszeni mojej kurtki. Jest taka czuła i taka delikatna. Któregoś razu, gdy spacerowaliśmy plażą o poranku, przytuliła się do mnie i na długi czas zastygła w moich objęciach. Czułem, że nieprędko zamierza je opuścić. Jakby to było, gdyby się nie ukrywać... Nie ma co się zastanawiać – to niemożliwe.

Ona:
Czasem, gdy mijamy innych spacerowiczów, zdaje się nie zwracać na nich uwagi, ale kiedy tylko znajdziemy się w bardziej publicznym miejscu, wypuszcza moją dłoń. Niepokoi Go, że natkniemy się na kogoś znajomego.

On:
Wczoraj wieczorem podążaliśmy brzegiem morza. Trzymaliśmy się za ręce i nic poza tym się nie liczyło. Kiedy jestem przy Niej, nie mogę się oprzeć jej wdziękowi, jej ustom… Dziś obsypała delikatnymi pocałunkami moją twarz, a potem ucałowała wnętrze mojej dłoni. Jest taka czysta i niewinna, po prostu piękna, ale powoli dociera do mnie, że to nie wyjdzie mi na dobre. Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdyby wszystko się wydało. Muszę to skończyć, tylko nie potrafię. Nie mam dość siły w sobie. Wiem jednak, że to nie ma przyszłości. Żadne z nas nie ma odpowiednich warunków bytowych, poza tym nie mam teraz głowy do związków. Dopiero wychodzę na prostą po kolejnym nieudanym przedsięwzięciu. Nie mogę wszystkiego ryzykować – gdyby wyszło na jaw, że romansuję za plecami kolegi, byłbym w oczach grupy skończony. Nawet nie wiem, czy to ma jakąkolwiek szansę. To pewnie tylko chwilowe zauroczenie. Jeszcze trochę to pociągnę. Wiem, że muszę to zakończyć, ale jeszcze nie dziś. Jeszcze chociaż tydzień...

Ona:
Ma wyrzuty sumienia i wątpliwości. Ja też wiem, że to nie jest odpowiednia forma i że kłamstwo nie może przynieść dobrych owoców, ale przecież tak nie będzie zawsze. Przecież za chwilę się rozwodzę.

On:
Wyjechaliśmy z jej mężem w interesach. Przyjechała po nas wieczorem na dworzec. Czekała z ich małym synkiem. Bardzo lubię dzieci, wziąłem go na ręce. Jakby to było, gdyby czekała tak tylko na mnie…

Ona:
Wypatrywałam ich na dworcu. Idą – mąż, który niczego się nie domyśla i... On. Wziął mojego synka na ręce. Bardzo mnie tym rozczulił. Chciałabym zawsze tak na Niego czekać…

On:
Poszedłem na mszę do kościoła, w którym bywa Ona i rzeczywiście – była tam. Po nabożeństwie udaliśmy się na krótki spacer, następnie pożegnaliśmy się. Skierowałem swe kroki w stronę przystanku autobusowego, Ona zaś wsiadła do samochodu. Minęła mnie, ale nagle zatrzymała się i wyskoczyła z auta tylko po to, by delikatnie mnie pocałować, po czym wsiadła z powrotem i odjechała. Ta dziewczyna nie przestaje mnie zaskakiwać.

Ona:
Kilka razy, gdy namiętnie mnie całował, wymknęło mu się: „jesteś taka słodka”. Ciekawe co chciał przez to powiedzieć? W specyficzny sposób wyraża też komplementy, na przykład pyta, czy zawsze tak ładnie wyglądam, kiedy idę na spacer. A wczoraj w zamyśleniu wypowiedział słowa: „ciebie trzeba się uczyć...”

On:
Spotkaliśmy się rano i zaprowadziłem Ją w moje młodzieńcze rejony. Pokazałem jej dom, w którym dorastałem, a Ona cały czas kurczowo trzymała moją rękę i słuchała, wpatrzona we mnie tymi swoimi wielkimi, pięknymi oczami. Jutro wyjeżdżam do Wrocławia. Powiedziała, że przyjedzie rano, bo musi mnie zobaczyć, chociażby tylko przez chwilę. Słowa te sprawiły, że rozpłynąłem się, niczym kisiel lub budyń. Ledwo wysiadłem z samochodu. Nigdy się tak nie czułem. No, może trzydzieści lat temu, ale to było tak dawno, że straciłem już wiarę, iż coś takiego może mnie jeszcze kiedyś spotkać.

Ona:
Uwielbiam, gdy opowiada o sobie. Łaknę wszystkiego, co Go dotyczy. Tak bardzo chciałam Go pocałować, ale – jak na złość – wyskoczyła mi na ustach opryszczka. Jemu to nawet nie przeszkadzało. Był gotowy zaryzykować, że się zarazi.

On:
Wyjechałem w interesach. Byłem tak zajęty, że nie miałem nawet czasu, by zadzwonić do matki czy syna – a ona ma żal, że się nie odezwałem. Co ona sobie w ogóle wyobraża? Cytowała wiersze Staffa, a ja odwzajemniałem zachwyt, ale nie wiedziałem, że Ona tak na poważnie. W dodatku poinformowała mnie, że kupiła bilety na koncert, stawiając mnie przed faktem dokonanym.

Ona:
Wymyka się z moich rąk. Wprawdzie poszliśmy razem na koncert, lecz potem dał mi do zrozumienia, że nie myśli o żadnym związku. W czasie naszej rozmowy zapytał, dlaczego On, dlaczego właśnie Jego wybrałam. Odpowiedziałam tajemniczo: „oswoiłeś mnie”… Chciał wiedzieć co to znaczy, lecz nie byłam w stanie udzielić mu odpowiedzi. Dopiero kilka miesięcy później podarowałam mu książkę – Małego Księcia Antoine'a de Saint-Exupéry'ego, która miała wyjaśnić wszystko.  W drodze powrotnej zaśpiewałam mu jeszcze piosenkę You Take My Breath Away Evy Cassidy

Czasami zadziwia mnie moc miłości.
Czasami po prostu odbierasz mi oddech…
Obserwujesz moją miłość rosnącą jak dziecko,
czasem delikatną, czasem dziką.
To jest zbyt dobre, żeby przeminęło;
zbyt dobre, by to stracić;
zbyt dobre, by tylko używać...
Dlatego zamierzam stanąć na szczycie góry
i powiedzieć tę najnowszą wiadomość:
czasami po prostu odbierasz mi oddech!
Twoje piękno jest we wszystkim, co widzę,
a kiedy czuję na sobie twój wzrok…
Czy wiesz, że odbierasz mi oddech..?
. . .
Chyba oszalałam. Postanowiłam nagrać i wysłać Mu kolejną piosenkę – Your Song Ellie Goulding. Przecież ja nawet nie umiem profesjonalnie śpiewać… To pewnie koniec, ale jeszcze zrobię Mu masło orzechowe, które tak uwielbia. W środku ukryję liścik. 

On:
Zagrała i zaśpiewała piosenkę specjalnie dla mnie. Wzruszyłem się tym do głębi. No i te liściki... Jest niesamowita. Studnia pomysłów, i to studnia bez dna. Nikt nigdy o mnie tak nie zabiegał. Co Ona właściwie we mnie widzi? Przecież ja nie mogę zaoferować Jej w zamian nic.

Ona:
Jeszcze jeden utwór tej samej artystki – czy ostatni..?

Jak długo będę Cię kochać?
Tak długo jak nad Tobą będą gwiazdy.
I dłużej jeśli mogę.

Jak długo będę Cię potrzebować?
Tak długo jak pory roku będą musiały
postępować zgodnie ze swoim planem.

Jak długo będę z Tobą?
Tak długo jak morze będzie zobowiązane
do rozmywania piasku

Jak długo będę Cię pragnęła?
Tak długo jak Ty również będziesz mnie pragnął
I o wiele dłużej.

Jak długo będę Cię trzymała?
Tak długo jak powiedział Ci Twój ojciec
Tak długo jak potrafisz

Jak długo będę Ci się ofiarowywała?
Tak długo jak będę żyła dzięki Tobie
Tak długo jak powiesz.

Jak długo będę Cię kochać?
Tak długo jak nad Tobą będą gwiazdy
I dłużej jeśli mi pozwolisz.
. . .
Stało się. Kochaliśmy się. Było cudownie. Czy to przypieczętowanie naszego związku? Jestem taka szczęśliwa.

On:
Stało się. Przyszła do biura, gdzie akurat nocowałem. Było całkiem fajnie, ale co teraz? Dla Niej to pewnie oznacza związek, ale nie dla mnie. Powinienem do Niej napisać, zapytać jak się czuje, ale wtedy pomyśli, że jesteśmy już „parą”, a ja nie chcę być z nikim „parą”. 
Nie będę do Niej pisał!

Ona:
Nic nie rozumiem. Jak można kochać się z kimś, a potem przez kilka dni nie odpisywać na wiadomości, po prostu się nie odzywać? Czyżby to nic dla Niego nie znaczyło? Chciał mnie zwyczajnie „przelecieć”, a gdy dostał to, co chciał – „żegnaj Genia”? Dlaczego milczy? Jeśli źle się czuje po tym, co się stało, to powinien ze mną o tym porozmawiać, On zaś okrutnie milczy. Nie mogę znaleźć sobie miejsca. Chowam się po kątach i płaczę. W końcu już nie mam gdzie się chować. Mąż wszystko widzi. Już wcześniej zaczął coś podejrzewać. Teraz wprost rzucił mi w twarz Jego imię. Jestem bliska omdlenia od płaczu. Nie mam już siły zaprzeczać. Niech sobie myśli, co chce. 
. . .
Dzwonię do Niego. Robi mi awanturę. Obwinia mnie o wszystko. W jednej chwili uprawia ze mną seks, a w drugiej „wypina się” na mnie i chce całkowicie zerwać znajomość. Powinniśmy o tym porozmawiać, ale On woli iść z koleżanką   do kina.

On:
Zaproponowała, byśmy zrezygnowali z intymności, pozostając w stosunkach przyjaznych. Chciałaby czasem pójść ze mną na spacer, ja jednak zamierzam zupełnie się zdystansować. Jej mąż jest na mnie wściekły. Pójdę w zaparte, będę udawał, że nie wiem o co chodzi, a od Niej trzymał się z daleka.
. . .
Wysłała mi streszczenie rekolekcji, w których brała udział. Niespotykane. Chyba tylko Ona tak potrafi...

Ona:
Piszę do Niego, ale On jest taki obcy i daleki. Zraniony Człowiek, który przestał już wierzyć w to, że ma prawo do pełni szczęścia; który sądzi, że na dobro i miłość trzeba zasłużyć, czymś się wykazać. Czy naprawdę sądzi, że wszystko już było i nic już nie może Go zadziwić?
. . .
A może już najwyższy czas dać za wygraną..? Sugeruję mu definitywne zakończenie znajomości, On zaś proponuje mi... kawę.

On:
Nie tak to miało być. Znowu Ją pocałowałem i znowu będzie robić sobie nadzieje. Bez przerwy proponuje spotkania, a ja wykręcam się, jak tylko mogę. Nie wolno mi się z Nią spotykać, bo będę chciał Ją całować. Nie potrafię się Jej oprzeć.

Ona:
Wplątałam się w jakiś chory układ. Całuje mnie, a potem milczy i odtrąca. Ta emocjonalna huśtawka wreszcie mnie wykończy.

On:
Zostałem zaproszony do jej Mamy – nic oficjalnego, ot podziękowanie za pomoc w  przeprowadzce. To była bardzo miła wizyta. Zostałem ciepło przyjęty, czułem się swobodnie, w pełni zaakceptowany. A Ona? Cały czas się uśmiechała, miała takie szczęśliwe oczy. No i oczywiście upiekła swój mistrzowski sernik!

Ona:
Pojechaliśmy do mojej Mamy. Spotkanie było bardzo udane. Myślę, że On czuł podobnie. Pocałowaliśmy się na pożegnanie. Chłonęłam tę chwilę, bo wiedziałam, że to, co teraz, może już nie mieć dalszego ciągu.

W Twoich pocałunkach roztapia się mój świat,
wszystko co obok na chwilę traci swój głos.
Istniejesz tylko Ty i Twoje usta,
w których moje toną jak w oceanie.
Głęboki, namiętny i nieopanowany, a za chwilę już taki daleki.
To nic. Jeszcze długo będę czuć smak Twoich ust,
Twój zapach i silne ramiona.
Może pamięć przechowa te skarby do następnego pocałunku.

(ot, tak mi się spontanicznie napisało)

On:
Robię wszystko, żeby nasz romans się nie wydał, a Ona załatwia ze swoim mężem wspólne oglądanie filmu w biurze. To koniec! Muszę Jej to jak najszybciej powiedzieć. Pożyczam samochód od siostry i pędzę na spotkanie. Płacze i mówi, że mnie kocha, że chce spędzić ze mną resztę swego życia; że każda chwila ze mną warta jest tego, by później być beze mnie. Każe mi wybierać – związek albo koniec znajomości. Może i kiedyś będę tego żałował, ale teraz muszę tak wybrać – czyli koniec! Odwożę Ją do domu. Wysiada zalana łzami. Serce mi się kraje, gdy ta niewinna i dobra istota płacze, ale nie mogę postąpić inaczej.

Ona:
Niech ktoś wciśnie guzik – niech zniknę i przestanę czuć...

On:
Tak będzie dla wszystkich lepiej…

Ona:
Nie wiem, czemu to robię. Upiekłam ciasto. Niosę je do biura – dla Niego. O tej porze nikogo nie powinno być w środku. A jednak... jest On. Przepraszam i w popłochu uciekam. Biegnie za mną, zatrzymuje i zaprasza do środka. Chwilę rozmawiamy. Mówi, że nie ma takiej drugiej na świecie, jak ja. Potem tuli mnie mocno do siebie i całuje. Wyrywam się i ostrzegam, żeby tego nie robił, jeśli ma wrócić ten stary, wyniszczający mnie układ. On jednak całuje mnie nadal.

On:
Aż sam się dziwię, że zdecydowałem się na taki ruch. Pobiegłem za nią i zatrzymałem. Brawo ja! Myślałem, że już Ją straciłem. Całuję Ją i tulę. Wciąż jest moja. Mówi, że teraz musi być inaczej, ale nie zwracam na to uwagi. Zatracam się w tej cudownej chwili. Do rzeczywistości zdążę wrócić jutro...

Ona:
Nic się nie zmieniło. Wciąż jakby mnie unikał, a z drugiej strony nie pozwala mi odejść. Postanowiłam, że mimo wszystko będę przy Nim, będę dla Niego, będę Go wspierać i będę szła jeden krok za Nim. Może któregoś dnia odwróci się, weźmie mnie za rękę i dalej pójdziemy już razem.
. . .
Staram się swoim słowem wnosić uśmiech w każdy jego dzień. Niekiedy moje próby zdają się być nieporadne, lecz On wart jest tego, by stale próbować.

On:
Jest niesamowita. Wszystko, co pisze, tak głęboko trafia w moje serce. Zaczęła nawet interesować się piłką nożną! Do wszystkiego podchodzi tak osobiście i empatycznie, a każdy temat, który postanowi zgłębić, jak choćby ów futbol, wyraża w jedyny w swoim rodzaju sposób. Uwielbiam jej przemyślenia. Z większością się zresztą zgadzam, a nawet jeśli mam nieco odmienne zdanie, to i tak zawsze z pasją czytam jej wypowiedzi.

Ona:
Podczas naszej ostatniej telefonicznej rozmowy mówił, że gdzieś wyjeżdża w czwartek. Chciałam się z nim spotkać, choć na chwilę, na peronie. Napisał: „Dziewczyno, jadę o 7:30!” Myślał, że wczesna pora mnie zniechęci. Przyszłabym na ten peron nawet o 4:30!

On:
Zaproponowała, że zrobi mi kanapki. Przyszła na dworzec o 7:30 skoro świt. Z kanapką, arbuzem pokrojonym w kostkę i liścikiem.

Ona:
Zagapiłam się za kierownicą i wjechałam w tył samochodu przede mną. W sumie ucierpiały cztery pojazdy, na szczęście nikomu nic się nie stało. Zadzwoniłam do Niego. Mój oddech się uspokoił. O dziwo straty materialne aż tak mnie nie zabolały. Bogu dziękuję, że jesteśmy zdrowi i cali.

On:
Miała wypadek. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Niedawno opowiadałem jej o grupie niesamowitych ludzi, których poznałem. I o tym, że jesteśmy tylko włodarzami powierzonych nam dóbr. Przytoczyła moją wypowiedź w kontekście swojego przykrego zdarzenia. Ona naprawdę mnie słucha i rozumie.

Ona:
Napisał, że jestem Niespodzianką, pozytywną Niespodzianką. Jutro wieczorem się spotkamy. Wyjeżdża na weekend, a ja zrobię Mu na drogę kanapki ...i arbuza ...i obowiązkowo dorzucę karteczkę z myślą!

On:
Kolejny wyjazd, kolejne kanapki ...i kolejny raz ją pocałowałem.

Ona:
Pocałował mnie. Jego wyjazd był udany. Wysłał mi zdjęcie dyplomu ukończenia kursu. Jestem z Niego dumna.

On:
Wciąż stoję na stanowisku, że nie chcę się z nikim wiązać, ale Ona o nic już nie pyta, nie naciska. Po prostu przy mnie trwa, rozumie mnie i wspiera, niech więc na razie zostanie tak, jak jest.
. . .
Wstała skoro świt i nagrała krótki film ze wschodzącym słońcem, następnie przesłała mi go, bym razem z Nią mógł podziwiać rozpoczynający się dzień.
Z Tobą musi być naprawdę dobrze…

Ona:
Upiekłam sernik. Powiedział, że będzie cały dzień w biurze. Zawiozę Mu kawałek. Są ze mną Mama i Babcia, nie mam więc dużo czasu na spotkanie. Wyskoczę tylko na chwileczkę z samochodu. 
Rozmawiamy, w końcu zbieram się do wyjścia. Podchodzi do mnie i delikatnie przytula. Chcę wyjść, ale nagle odwracam się i rzucam w jego ramiona, które jakby tylko na mnie czekały… Zaczynamy się namiętnie całować.

On:
Przywiozła mi sernik do biura. Cała Ona. Jest taka urocza i taka delikatna. Przytulam Ją. Czyżby mnie onieśmielała? Wychodzi. Odwraca się i pędzi w moje ramiona. Na tę chwilę czekałem. Całujemy się namiętnie.

Ona:
Spotkaliśmy się kilka razy, gdy przejazdem byłam w okolicy. Zadzwoniłam do Niego mówiąc, że jestem w pobliżu i zaproponowałam, by wyszedł z domu na kilka minut. Lubię te nasze spontaniczne widzenia. Chcę, żeby doświadczył, jak piękna może być taka zwyczajna codzienność. I że na wszystko jest czas – na pracę i na krótkie spotkanie w przelocie ...z arbuzem. Chcę po prostu dla Niego być. Dużo piszę. Mamy regularny kontakt.

On:
Poszedłem na mecz. Chciała do mnie dołączyć, ale zabrakło biletów. To jednak nie powstrzymało Jej przed spotkaniem. Przyjechała po mnie …z kolacją, którą zjedliśmy na parkingu. Upiekła pieczarki z serem pleśniowym w cieście francuskim, na deser zaś podała czekoladę i moje ulubione herbatniki. Przygotowała też termos z herbatą – to urocze, że tak mnie rozpieszcza.
. . .
Ona wciąż aranżuje spotkania. Dziś zjechaliśmy z drogi i przeżyliśmy upojne chwile w jej samochodzie. Po wszystkim chciała się do mnie tulić, a ja... czuję się coraz bardziej niezręcznie. Robimy kolejny krok, a ja nie wiem czy jestem na to gotowy. Jednocześnie wcale nie chcę tego przerywać. Lubię spędzać z Nią czas, nie tylko tak intymnie; rozkoszuję się po prostu przebywaniem w jej towarzystwie. Sprawy jednak wymykają się spod kontroli. Napisała, że mnie kocha i że chce tak już na zawsze. Zawsze, to bardzo długo. Zresztą „zawsze” nie istnieje. Już raz się o tym przekonałem. Skoro nawet przysięga przed Bogiem niczego nie gwarantuje, to co dopiero takie zwykłe przyrzeczenie w USC. Poza tym Ona właśnie się rozwodzi. Może kiedyś i mnie zostawi. Czy mogę wierzyć w to jej „na zawsze”? I czy sam jestem jeszcze zdolny do relacji na całe życie? Ryzykować wszystko – reputację – jest przecież byłą żoną mojego przełożonego. I co powie rodzina? Jest zaledwie kilka lat starsza od mojego syna. Niedługo zostanę dziadkiem. A może jeszcze ponownie miałbym zostać ojcem? Owszem, dzieci uwielbiam – lecz co to, to nie!

Ona:
Dlaczego nie możemy się spotkać za dnia? Dlaczego nie pójdziemy na spacer czy do kina, dlaczego nie chodzimy razem na niedzielną mszę? Dlaczego spotykamy się tylko pod osłoną nocy, ukradkiem, w tajemnicy? Zupełnie jakbym była czymś brudnym, co trzeba chować przed ludźmi i światem. A może On w rzeczywistości wstydzi się tej relacji? Bo wie, że nie ma czystych intencji. Daję mu całą siebie, a On bierze, choć siebie dawać nie chce... Kiedy ostatni raz doszło miedzy nami do zbliżenia, wpadł w popłoch i kazał mi się szybko ubierać. Nie zawsze tak jest. Któregoś razu sam zaproponował, żeby pojechać w „ustronne miejsce”. Tego wieczoru był inny. Gdy było już po wszystkim, siedzieliśmy obok siebie i trzymaliśmy się za ręce. Był spokojniejszy niż zwykle.

On:
Całuje nawet moje oczy...

Ona: 
Jest taki sprzeczny. Pisze, że jestem wyjątkowa, a potem przez kilka dni milczy i nie odpowiada nawet na zwykły „uśmiech”. Z drugiej strony przyznał, że to, co piszę, jest tak szczególne, że często po prostu brak mu słów, żeby coś odpisać. Czy w takim razie jego milczenie oznacza tylko to, że zwyczajnie nie potrafi ubrać myśli w słowa?
. . .
Od pewnego czasu w ogóle nie odpowiada na wiadomości. Kiedy ostatni raz spotkaliśmy się na kawie, rzeczywiście nie wyglądał najlepiej. Zupełnie jakby coś go dręczyło, jakby się z czymś mierzył. Chciałabym Go przekonać, że żadne okoliczności ani trudy nie mają wpływu na prawdę o tym, że jego życie jest piękne i że  jest cudem. Bo to On jest piękny, On jest cudem. Będę Go wspierać i będę Mu to powtarzać do znudzenia, wierząc, że nigdy mu nie spowszednieje.

On:
Nie odpisałem na kolejną wiadomość. Pisze, że nic nie rozumie i pyta czy wolę, by zniknęła z mego życia. Co mam Jej odpowiedzieć? Nie powinienem Jej zachęcać, ale nie chcę też, by odeszła zupełnie. Potrzebuję Jej słów, przyzwyczaiłem się do nich. Jutro wyślę jej po prostu „uśmiech”. Niech myśli, co chce. To tylko uśmiech. Lecz przynajmniej będzie pisać dalej. Jeszcze nie potrafię tego przerwać. Powinienem, ale jeszcze nie dziś...

Ona:
Kiedy tak milczy, obawiam się jak mają się moje własne emocje do tych, które aktualnie są w Nim. Nie wiem o nim zbyt wiele, nie znam jego błędów, ale wierzę w szlachetną istotę jego osoby i wiem, że jest dokładnie taki, jaki powinien być. Wszyscy błądzimy, krzywdzimy, sięgamy dna… Łaknę prawdziwego Jego, dlatego chcę, by był ze mną szczery. Jeśli kiedyś w końcu zdecyduje się odkryć przede mną całego siebie, to wiem, że nie będzie niczego takiego, co mogłoby oddalić moje serce od Niego, bo pokochałam w Nim wszystko to, co ludzkie, poranione, grzeszne i słabe. Potykający się na drodze życia, uwikłany w człowiecze namiętności – w moich oczach już na zawsze pozostanie Skarbem, już na zawsze pozostanie Cudem.
. . .
Przeziębił się. Gdy zawiozłam mu rosół, wyglądał lepiej niż ostatnio. Uśmiechał się. Długo rozmawialiśmy w samochodzie i nawet ociągał się z powrotem do domu. 
. . .
Będę przy Tobie, będę Cię wspierać, wierzyć w Twoje plany i marzenia – do końca. A jeśli nawet kiedyś się potłuczesz, obiecuję, że pomogę Ci posklejać kawałki Ciebie w całość Tego pięknego Człowieka, w którym się zakochałam. Całuję Cię tam, gdzie się zaczynasz i gdzie kończysz; całuję Cię w czoło, w oczy, w stopę i w kolano. Całuję Twoje serce i Twą duszę.
. . .
Sądzisz, że pochodzimy z dwóch różnych światów? Przecież to bez znaczenia. Dzięki Tobie stałam się lepszym człowiekiem, bo poznałam wagę Miłości, całkowitej  i  bezwarunkowej akceptacji drugiego człowieka – przeszłości, która go ukształtowała i tej przyszłości, którą wybierze. Nauczyłam się przyjmować Ciebie takim, jakim jesteś, ukochałam wszystkie Twoje słabości; bez wyrzutów i pretensji, bez prób kształtowania Cię na swoją modłę.
. . .
Na trasie, którą On często podróżuje, przewrócił się autobus. Szansa, że akurat w nim był, jest niewielka, ja jednak czuję ogromny niepokój. Dzwonię do Niego, ale odrzuca połączenie.
Już wiem – był tam. Pytam czy jest cały, ale mi nie odpowiada. Odchodzę od zmysłów. Tak bardzo się o Niego boję...

On:
Jak Ona się o mnie troszczy...

Ona:
Podarowałabym Ci sto robaczków świętojańskich, żeby zawsze oświetlały Twoją drogę...
. . .
Mój milczący Przyjacielu, chciałabym spojrzeć w Twoje błękitne oczy i pogłaskać po szorstkim policzku, którego – bez względu na zarost – tak lubię dotykać i który uwielbiam całować. Może wtedy byś się uśmiechnął. Brakuje mi Twojego uśmiechu... Bez względu na wszystko jest we mnie tyle zrozumienia, ile Ci trzeba i tyle wiary w Ciebie, ile sam chciałbyś mieć. 
. . .
Jego Mama trafiła do szpitala. Martwię się o Nią i często pytam o stan jej zdrowia. Dlaczego jest dla mnie tak ważna? Bo to Ona kochała Go, gdy spadł z huśtawki i kiedy brudził podłogę zabłoconymi butami, kochała Go razem z wymiotami, smarkami i rozkrwawionymi kolanami. I wciąż kocha – gdy przychodzi i odchodzi, w chwilach największych wzlotów i najgorszych upadków. Ma dla Niego studnię miłości bez dna. Gdybym mogła, ucałowałabym Jej dłonie. 
. . .
Jedzie do Pragi. Postanowiłam odwieźć go na autobus, ale robi uniki. Niby się zgodził, ale gdy pytam o konkretną godzinę, nie odpowiada. Do ostatniej chwili nie wiedziałam czy w ogóle się zobaczymy. W końcu jedziemy. Pocałowałam Go. Na odchodnym jeszcze delikatnie cmoknął mnie w usta, a ja Go przytuliłam.

On:
Kanapki, ciasto, winogrona... i te liściki – po jednym na każdy dzień mojego wyjazdu. Takie to słodkie... Jak cała Ona.
. . .
Spotkałem Tamtą. Od słowa do słowa i… stało się. To był naprawdę dobry i gorący seks. Kiedyś nam nie wyszło. Pewnie na dłuższą metę tego nie pociągniemy, ale wszystko kiedyś się kończy. Póki co, jest mi dobrze. Nie mam względem niej żadnych oczekiwań, a przede wszystkim ona niczego nie oczekuje ode mnie. Jesteśmy dorośli i oboje mamy swe prywatne życia. Ja nie będę wtrącał się w jej sprawy, a ona w moje. Nikt się nie będzie zbytnio angażował, nikt nie będzie niepotrzebnie cierpiał. To mi w zupełności wystarczy. Tylko co z Nią – z tym pięknym i dobrym aniołem w tle mojego zagmatwanego życia? Nie mogę już Jej dłużej oszukiwać. Z drugiej strony nigdy Jej nie zachęcałem. Sama chciała seksu. Sama zawsze wychodziła o krok przede mnie, aranżowała nasze spotkania. I to Ona zjechała w ten ciemny zaułek. Ja tylko raz zaproponowałem... ale i tak Ona sama tego chciała. Nic złego nie zrobiłem. Wiedziała, jaki jest mój stosunek do stałego związku. Tak czy inaczej będę musiał Jej coś powiedzieć. Coraz częściej pisze o miłości. Tylko co będzie dalej? Czy jeszcze do mnie kiedyś napisze? Nikt nigdy tak się nie zwracał do mnie. Owszem – zawsze miałem powodzenie u kobiet, ale one zwyczajnie „leciały” na moje wdzięki. Lata doświadczeń uczyniły mnie biegłym w miłosnej sztuce. Wiem doskonale, jak zadowolić kobietę. Tyle że dla Niej mój kunszt nie miał znaczenia. Przeciwnie. Chciała, żebym podchodził do niej z czystą kartą, nie czerpał ze swego doświadczenia, nie porównywał i nie realizował tego, co „sprawdzało się” z innymi. Chciała, żebym traktował Ją jak pierwszą. Ona z pewnością tak na mnie patrzyła. Z zachwytem i uwielbieniem bliskim pierwszej miłości. Nikt nigdy z takim szacunkiem nie podchodził do mojego ciała. I te delikatne pocałunki, którymi mnie obsypywała… Chciała całować każdy centymetr mojego ciała, nawet moje dłonie. Po co jej moje dłonie? Przecież to nikogo nie podnieca.

Ona:
Poszliśmy na mecz. Był taki obcy i daleki. Odsunął dłoń, gdy chciałam Go wziąć za rękę, ale On nigdy nie chciał bliskości w miejscu publicznym. 
Ugotowałam mu flaki. Smakowały mu. I co z tego…
. . .
Już wiem. Jest inna kobieta. Powiedział, że to „reaktywacja czegoś, co już kiedyś było” i że „nie wie nawet, czy to można nazwać związkiem”. Przypuszczam, że temu, co było między nami, też nie nadałby miana „związku”. Ponieważ seks rozumiem zawsze jako wyraz  jedni  ciała z duszą, jako wzajemne oddanie i przyjęcie drugiego człowieka w jego najintymniejszej sferze, nie wyobrażam sobie, by coś takiego miało miejsce poza związkiem. Wewnętrzny głos podpowiada mi, że to destrukcyjne i z samej istoty nieuczciwe, nawet jeśli druga strona zgadza się na taki „układ”. Najwidoczniej jego poczucie moralne okazało się zgoła inne niźli moje. Przyznał, że nigdy nie spotkał kogoś takiego, jak ja. Lecz jakie to ma znaczenie, skoro wybrał Tamtą. Co z tego, że jestem taka niezwykła i wyjątkowa, skoro z tego zrezygnował. Gdybym miała drugą szansę, nie byłabym tak bardzo w uczuciach zachłanna. Ofiarowałabym Mu przede wszystkim swoje serce i dopiero, kiedy On by je pokochał, powierzyłabym swoje ciało. Zbyt szybko zatraciłam się cała. Swego czasu dopytywał, dlaczego rozpadło się moje małżeństwo, ja zaś opowiedziałam mu swoją historię, wspominając również o człowieku, który był obecny w moim życiu jeszcze zanim poznałam męża. Wyznałam, że moje serce rozpadło się wtedy na kawałki i ledwo udało mi się je posklejać  w całość. Ta wiedza powinna sprawić, że będzie obchodził się ze mną wyjątkowo delikatnie, że podejdzie do mnie z szacunkiem. On jednak potraktował mnie jak każdą inną. Zresztą, szacunek, o którym mówię, należy się zarówno mnie, jak i każdej innej, również i tej obecnej, która – jak podejrzewam – o moim istnieniu w Jego życiu  nie wie... Na początku naszej znajomości zapytałam, czy w poszukiwaniu partnerki na całe życie przeszkadzają mu względy religijne. Przyznał, że tak, lecz w moim odczuciu to cyniczne. Stanowczo bardziej szlachetne jest zbudowanie uczciwego i odpowiedzialnego, choć niesakramentalnego związku, opartego na miłości i wierności, niż – pod pretekstem zamkniętej drogi z powodu ślubu kościelnego – wchodzenie w kolejne romanse bez zobowiązań. Czuję się taka pusta. Nie ma we mnie już nic. Dałam Mu wszystko i nic mi już nie zostało. Zdradził mnie, ale jakby tego nie rozumiał. Twierdzi, że sama chciałam, że On przecież nie zachęcał, że mówiłam o przyjaźni. Tak, ale ja mówiłam o Przyjaźni. I właśnie tę Przyjaźń zdradził. Nie potępiam Go jednak. Wiem, że nie chciał mnie z premedytacją skrzywdzić. Sam jest mocno poraniony i przywykł już do pewnego schematu; mechanizmu krzywdzącego również – a może nawet przede wszystkim – jego samego, Jest to układ mu znany, więc na swój sposób bezpieczny. Chciałabym Go znienawidzić za to, jak mnie potraktował, a tak bardzo kocham. Patrzę na ten świat i myślę, że już nic nie będzie takie samo. Ciekawe czy dla Niego również... Czy do końca życia wystarczy mu taka namiastka… Może kiedyś zatęskni za moim ufnym sercem, które Mu ofiarowałam…
. . .

W chwilach, gdy nie mogę miejsca sobie znaleźć, wracam do tego przejmującego wiersza Haliny Poświatowskiej: 

pytasz — co dźwigają w jukach wielbłądy podróżne
one niosą moje serce
poprzez pustynię

kiedy odszedłeś ode mnie
zostałam sama
pod żółtym słońcem

ziemia jest sucha
i serca ludzi puste
nie dla mnie bije
źródło tkliwości

czasem cię widzę
lecz wyciągniętymi rękoma
dotykam tylko
mojej myśli o tobie

pytasz — co dźwigają w jukach wielbłądy podróżne
one niosą moje serce
poprzez pustynię


EPILOG:

I tak był sobie Człowiek. I pojawiła się Ona. Była od niego sporo młodsza, lecz ani trochę zepsuta. Przeciwnie – czysta, dobra i ufna. Była zniewalająco piękna, a kiedy patrząc mu głęboko w oczy uśmiechała się do niego, zapominał o całym świecie. Przez chwilę pomyślał nawet, że jest cudem w jego życiu, ale szybko odepchnął tę myśl. Cud zobowiązuje, a jemu odpowiadał dotychczasowy styl życia. Kochała każdą Jego zmarszczkę, każdą fałdkę tłuszczu. Nie pytała o jego przeszłość. Nie oceniała Go, przyjmowała z miłością wszystko. Wierzyła w Niego do końca, nawet gdy swym niezdecydowaniem i brakiem konsekwencji zadawał jej ból.
Sposób, w jaki patrzył na dzieci, rozczulał ją. Wiedziała, że lata młodości są już poza nim, ale było oczywiste, że ma w sobie mnóstwo czułości, mądrości i doświadczenia, które mógłby przekazać potomnym. Zdążyłby wprowadzić syna lub córkę w dorosłość. Pewnie nie doczekałby już ich wnuków, ale byłby w nich obecny, a Ona do końca życia pielęgnowałaby w nich Jego pamięć. Myślała, że jest silny, ale On okazał się słaby. Kochała Go jednak z tą całą jego słabością, ze wszystkimi lękami i grzesznością. Wszak właśnie to czyniło Go bardziej ludzkim. Bo czyż doskonałość może być w ogóle kochana? Nie! Jedynie wielbiona, ale nie kochana. Miłość nie istnieje bez wad, zranień i kruchości, o które może się troszczyć i które będzie leczyć. Doskonałość ich nie potrzebuje.
Dużo mówiła, jeszcze więcej pisała, czasami wręcz zarzucała go wytworami swojego umysłu; lecz w głębi duszy pragnęła słuchać również i o Jego planach i marzeniach. Podziwiała Go za pasję i żarliwość, z jaką oddawał się temu, w co wierzył. Miał wiele pomysłów na życie, a we wszystko angażował się z właściwym tylko Jemu radosnym zapałem i entuzjazmem, które tak w Nim kochała. Chciała wiedzieć co się dzieje w jego wnętrzu, On jednak skutecznie przerzucał uwagę z siebie na innych. Ciężko było do Niego dotrzeć. Często miała wrażenie, że jest skrępowany, gdy zainteresowanie ogniskowało się na nim, gdy coś odbywało się specjalnie dla niego. Nie zdążyła Mu powiedzieć jak Go docenia i akceptuje i jak bardzo chciałaby zgłębić jego historię, zaczerpnąć z życiowego doświadczenia. Poznanie kolei jego losów nie miało nigdy na celu wytykania błędów. Przeciwnie – tęskniła, by opatrywać jego rany i całować blizny. Kochała Go prawdziwego, takiego, jakim ukształtowało go życie. Takiego chciała wziąć za rękę i pokazać piękno prawdziwej miłości – bezwarunkowej, szanującej i łagodnej.
Cieszyła się, że tyle może dać właśnie Jemu, jako pierwszemu. Odkryła przy Nim świat, jakiego wcześniej nie znała. Odkryła go dla Niego, bo dopiero On był tym, któremu chciała oddać siebie całą. Wiedziała, że w jego życiu było mnóstwo kobiet, ale liczyło się tylko to, co teraz. Chciała po prostu być odtąd jego Jedyną. Niestety, wyczuwała, że On nie oddaje się jej w pełni. Ich akt nigdy nie był kompletny. Ona dążyła do tego, ale On uparcie stał na stanowisku, że powinien się kontrolować. I rzeczywiście – sztukę poskramiania ciała w kluczowym momencie opanował do perfekcji. Dla Niej natomiast oczywiste było, że przyjmuje Go absolutnie i bezwarunkowo, czyli z całą jego męskością. Chciała, by On również dopuścił do siebie jej kobiecość. Jej własne ciało nie było dla niej tajemnicą, była więc na tyle świadoma, by wybrać moment, w którym będzie mogła w pełni się Ukochanemu oddać i w pełni Go przyjąć. Seksualność pojmowała jako przestrzeń, w której totalnie otwierała się na Jego pragnienia i potrzeby, na Jego emocje i fizyczność. Czy to możliwe, że On nigdy nie doświadczył takiej definitywnej akceptacji i dlatego sam tak wybiórczo traktował męskość i kobiecość? Ona chciała Go doznawać w stu procentach i nie potrzebowała do tego nawet ciemności. Co więcej, wolałaby w pewnych momentach patrzeć Mu w oczy, ale czuła, że On woli mrok… Po każdym zbliżeniu wpadał w popłoch, jakby przed chwilą stało się coś złego. Tylko, czy gdyby cofnąć czas, On wycofałby się wcześniej? Fascynowała Go, Jej dusza, umysł, ciało, a im bardziej go fascynowała, tym bardziej się opierał. Powierzchowne związki pozwalały mu zachować pełnię niezależności. Mógł żyć w dwóch światach. Pierwszym był świat zmysłów i seksu, drugim zaś – ten w jego odczuciu wartościowszy – rodzina, wiara, przemyślenia. To była sfera, w której chciał być sam. Prawdę powiedziawszy, nawet sport czy wyjście do kina często wolał praktykować w pojedynkę.
Wiedział, że Ona chce dzielić z nim całe życie. Zgłębiała wszystko, czym interesował się On. Czasami była bardziej na bieżąco z piłką nożną, niż On sam. Bał się tego, że Ona coraz bardziej przenika do jego świata, do jego prywatności, do jego sacrum. Jedną osobę już tam wpuścił – tę, która miała być na całe życie, ale małżeństwo się rozpadło. Więcej nie popełni tego błędu. Doskonale radzi sobie sam. Ma mnóstwo znajomych, a jednocześnie jest na tyle atrakcyjny, że mimochodem zawsze uda mu się zaliczyć niezobowiązujący romans. Kobiety ustawiają się do niego w kolejce. Ale Ta Jedna chciała czegoś więcej. Nie wystarczyło jej tylko ciało. Pragnęła jego duszy, a seks dla Niej miał mistyczny wymiar.
Pojawiła się jako Ta, która dostrzegła w Nim głęboko ukryty diament i pokochała Go – sprzecznego, poranionego i cynicznego. Jako Ta, która nie chciała Go wykorzystać, ale kochać i uszczęśliwiać aż do końca. Marzyła, by złączyć ich tak różne drogi w jedną wspólną. Myślała o Nim bardziej nawet, niż o sobie. Próbowała Mu pokazać, że jeszcze wszystko przed Nim, że wciąż może kochać i być kochanym. Choć to z pewnością trudne – porzucić znany schemat i zaryzykować, że ktoś znowu rozczaruje nas i zrani. Próbowała Go oswoić, ale to On oswoił Ją i sprawił, że jej życie bez Niego zawsze już pozostanie niepełne.

I tak był sobie Człowiek. I pojawiła się Ona, jako dar i szansa na głębokie życie w pełni, lecz pozwolił jej odejść...


Szkice zamieszczone w tekście pochodzą ze strony www.pl.pinterest.com